Pszczoła w wierzeniach Germanów i Słowian

Pszczoła, Bernhard Sprute, 2010 r.

Uważam, że omówienie roli pszczół w wierzeniach Germanów i Słowian, może służyć wielu celom. Są one częścią naszego dziedzictwa kulturowego, co należy mieć na uwadze nie tylko w rozumieniu etnograficznym, ale również przyziemnie praktycznym. Te owady, niezwykle ważne dla naszych praszczurów, znajdują się na krawędzi masowego wymierania. Ich zagłada oznaczać będzie załamanie ziemskiego ekosystemu, czyli w optymistycznym scenariuszu uniwersalną klęskę głodu. Znikną z naszego świata rośliny, jakie uznajemy dzisiaj za pewnik: jabłka, gruszki, morele, borówki, czereśnie, migdały, ogórki, cebule, truskawki, pomarańcze czy dynie. Przyjemności takie jak kawa, kakao, anyż i kardamon stałyby się ponownie dobrami deficytowymi. Problem byłby nawet z produkcją… mleka (pszczoły zapylają lucernę, jedną z podstawowych roślin na których pasie się bydło mleczne). Warto odnotować, co wytknął mi przy wstępnej redakcji najwierniejszy czytelnik Harugu: wyginięcie pszczół nie oznaczałoby wśród ludzi masowej śmierci głodowej. Narracja prowadzona w takim tonie przez miłośników przyrody jest manipulacją, skądinąd desperacką, żeby przeciętny czytelnik zwrócił w ogóle uwagę na ten problem. Należy mianowicie przyznać, że jakkolwiek nikt z nas w Europie nie pomarłby bez ww. produktów, to nasz styl życia stałby się nieporównanie uboższy.

Jeżeli samo to nie jest wystarczającym powodem, żeby o nie dbać, być może mądrość przodków przyjdzie nam w sukurs, zapewniając ku temu dodatkowe powody. Śmiem sądzić, że analiza tak niszowego, a zaskakująco bogatego w źródła tematu, może zapewnić dodatkowe materiały kultowe dla pogan. Miałem okazję zaobserwować, że mimo hucznych deklaracji o poszanowaniu przyrody, moi towarzysze niedoli dotychczas nie przykładali większego namysłu do roli pszczół, miodu, etc. w perspektywie duchowej, przyjmując ją jako niewyjaśniony aksjomat („pszczoły są ważne, bo są ważne”) lub ignorując zupełnie. Uzyskanie pewnej podbudowy intelektualnej w tym kierunku nie zaszkodzi, jak mniemam, pszczelim entuzjastom i pszczołosceptykom, niewątpliwie obecnym wśród czytelników mojego bloga.

Last but not least, tym konkretnie tekstem chciałbym otworzyć nową serię, gdzie podjęlibyśmy się analizy podobieństw oraz różnic między światopoglądem religijnym dawnych Germanów i Słowian. Uważam za najzupełniej stosowne, rozpocząć to od świętości wywiedzionych wprost z przyrody. Trudno zaprzeczyć, że obcujemy z nią na podobnej stopie, przebywając w tej samej strefie klimatycznej, od stuleci mieszkając w bliskim sąsiedztwie i dzieląc domowe ogniska. Skupienie się na wspólnocie, przy roztropnym wyjaśnieniu różnic, powinno sprzyjać wzajemnemu zrozumieniu tych naprawdę bliskich sobie kultur, a jeszcze bliższych wyznań. Pszczoła wydaje się ujmująco wdzięcznym tematem do rozpoczęcia takich rozważań, bo jak jeszcze się przekonamy – to mały owad o doniosłym znaczeniu na naszych ziemiach.

Kupidyn kradnie miód, Albrecht Dürer, 1514 r.

Apis Germanica

Wśród ludów germańskich powszechna była wiara, że pszczoły to zwierzęta pogranicza. Okupują one stan półdziki między ludzkimi siedzibami, ciemnym lasem, a kwietną łąką. W podobny sposób miały bytować na płaszczyźnie duchowej, gdzie bez trudu przekraczały Zasłonę między światami żywych, umarłych i bogów. Wynika to m.in. z koncepcji zwanej bugonią: pszczoły miały powstawać spontanicznie ze zwłok dużych zwierząt (najczęściej bydła). Wylęgały się dość proporcjonalnie do stopnia rozkładu, co sprawiało wrażenie, że przybywa ich wraz ze stopniowym odchodzeniem zwierza na drugą stronę. Zaobserwowali to już starożytni Egipcjanie, zawtórowali im Grecy, a przyjęli również Germanie. Czy było w tym ziarno prawdy? Przychylam się do tego stwierdzenia, ponieważ dzisiaj zapominamy, że istnieją inne pszczoły niż miodne. Wiele z nich żywi się padliną i chętnie zakłada gniazda w wilgotnych, pełnych jedzenia, dobrze osłoniętych jamach… takich jak trzewia czy czaszka padłego zwierzęcia.

Notowane są nawet przypadki gniazdowania w ludzkich zwłokach, co mogło znaleźć odbicie w późniejszych wyobrażeniach. Według Germanów Zachodnich, pszczoły przenosiły między światami dusze ludzkie. Wychodziły z ust umierającym i odlatywały razem z ich świadomością, niosąc ją do odległego Halju (zaświatów). Od wielkiego dzwonu miała miejsce sytuacja wręcz przeciwna, kiedy to pszczółka przylatywała, aby cudownie wybudzić człowieka ze stanu śmierci klinicznej lub śpiączki. Czuwanie nad zwłokami zmarłego, warstwy ludowe tłumaczyły niegdyś tym, że oczekują na jego potencjalny powrót – gdyby pochowali jego ciało natychmiast po śmierci, pszczoła nie mogłaby do niego dolecieć. Zarówno chłopska poetyka niemiecka, jak i twory na wpół pogańskich skaldów Skandynawii, wyobrażały sobie niebiosa jako wielki ul. Pszczoły miały ciągle przylatywać tam ze zmarłymi, a następnie wylatywać, niosąc nowopowstałe dusze noworodkom. Podczas wędrówki zatrzymywały się na różnych gałęziach Drzewa Światów, skąd spijać miały rosę… a przynajmniej tak sprawę stawia późnoskandynawska Edda Prozaiczna. Dla Anglosasów i germańskich Szkotów był to pogląd wystarczająco długotrwały, by jeszcze w XIX w. sporadycznie umieszczać pszczołę bądź ul jako motyw wyryty na nagrobku; starczy dodać, że niewiele innych kojarzonych funeralnie zwierząt doznawało tego zaszczytu. Nieliczne przykłady tej konotacji widzimy również u Niemców i Duńczyków.

Mieszkańcy dawnych Niderlandów utrzymywali, że podczas ceremonii nadania imienia (wcale niekoniecznie tożsamej z chrztem!) należy nakarmić niemowlę miodem, aby pszczoła nie chciała ulecieć z jego duszą. Według wczesnośredniowiecznego prawa tamtejszych Fryzów, rodzicom było wolno dokonać dzieciobójstwa tak długo, dopóki dziecko nie zaznało mleka bądź miodu. Drugi ze składników wskazuje na naprawdę późne odbywanie tego rytuału przejścia. Ponieważ miodu nie wolno podawać dzieciom do 1 roku życia (grozi to śmiercią), oznaczało to, że przez pierwsze 12 miesięcy od narodzin, status nowego członka rodziny bywał niepewny. Co ciekawe, analogie dla zjawisk opisanych w tym akapicie sięgają aż po starożytne Indie, co wynika ze wspólnego rodowodu naszych indoeuropejskich kultur. Tam szkodliwość miodu udało się ominąć, smarując tylko symbolicznie usta noworodka, który ostatecznie nic nie połykał.

Dusze dzieci zmarłych bez nadanego imienia, również odlatywały w poszukiwaniu zaświatów jako pszczoły. Nie znały jednak drogi do niebios, więc błąkały się, dopóki nie napotkały na nocnym niebie Dzikiego Gonu. Była to widmowa procesja, przypominająca przemieszczający się dwór (najczęściej w trakcie polowania lub wyprawy wojennej). Wedle najpopularniejszej dzisiaj germańskiej interpretacji, bóg Wodan prowadził męski pochód, a jego żona Frija damski. To właśnie ona litowała się w folklorze nad zagubionymi duszyczkami i przygarniała je do swojej świty. Nieznośne bzyczenie pszczół miało zwiastować nadejście żeńskiego Gonu, podobnie jak męski zapowiadał analogiczny chór świerszczy. Według mieszkańców Alzacji, Frija u kresu podróży prowadziła dusze dzieci do swojej studni. Karmiła dzieci mlekiem i miodem, dzięki czemu te osiągały upragniony spokój po swojej przedwczesnej śmierci. Św. Mikołaj, który w krajach Beneluksu nabrał wiele cech Wodana, miał karmić miodem dzieci zgubione lub zostawione samopas o tej porze roku. Działało to też w drugą stronę: aby zyskać przychylność swojego patrona, żeglarze w tej części świata ofiarowali mu miód lub wyroby miodowe. Święty odbierał je jako konna zjawa, poruszająca się między domami, sunąc po nocnym niebie w towarzystwie swoich nieludzkich drużynników.

Do świty Friji dołączały także czarownice. Kobiety te zapadały w trans, często we własnych łóżkach, po czym ich dusze opuszczały ciała pod postacią pszczół. Pozwalało to nie tylko szybko pokonać dystans między chłopską chatą a Gonem, ale również szpiegować na sąsiadach, opętywać ludzi i zwierzęta, oraz przekraczać granice między światami. Na obszarze dawnej Saksonii, czarownice wyobrażano z żywymi ulami pszczół na głowach, podobnymi jakoby do cudacznych kapeluszy. Czuć tutaj nutę elektryzującej ciągłości między epokami, bowiem jeszcze w najgłębszej starożytności (okresie wpływów rzymskich) znajdowano na tym obszarze artystyczne przedstawienia bogiń z ulami na głowach lub na czubku laski. Istnieje pewne prawdopodobieństwo, że czarownice z tego obszaru faktycznie nosiły nakrycia głowy przypominające ul, a nawet wykonane z pszczelego wosku, aby upodobnić się do swoich nadludzkich prekursorek. Równie wiarygodne jest jednak twierdzenie, że to sąsiedzi dodali im w swoich wyobrażeniach tego właśnie atrybutu, mieszając mgliste wspomnienie o dawnych świętościach z ówczesnym lękliwym szacunkiem wobec czarownic.

Być może dlatego właśnie, najlepszym sposobem by zmusić owady do rojenia się lub dopomóc im w migracji między barciami, było wypowiedzenie odpowiedniego zaklęcia przez usta wprawnego użytkownika magii? Magia oraz pszczoły zarazem, przynależały w czasach najdawniejszych do jednakowej domeny, kojarzone z bóstwami tego samego rzędu. Kontrargument padał jednak w wierzeniach Niemców, według których każdy człowiek miał w sobie potencjał, aby podczas głębokiego snu opuścić ciało pod postacią widmowej pszczoły i odwiedzać obce światy. Podobnież każdy odpowiednio zapalony pszczelarz mógł nauczyć się stosownych inkantacji oraz praktyk, co czyniło go tzw. Bienevaterem [dosł. Pszczelim Ojcem] oraz symbolicznym królem roju.

Pszczoła na niemieckim nagrobku, 1845 r.

Czytelnicy dostrzegają tutaj zapewne dużą dwuznaczność odnośnie roli pszczół. Nie inaczej czynili ludzie dawni, który pojawienie się dzikich pszczół interpretowali dwojako. Były drastycznie złym znakiem w obrębie ludzkiej ekumeny: ich gniazdowanie w obrębie gospodarstwa oznaczało katastrofę, śmierć domowników lub pożar majątku. Tymczasem rojenie się na zwłokach wisielca (!) miało być znakiem aprobaty sił wyższych dla wszystkich, którzy przyłożyli rękę do jego śmierci. Pozytywnie odczytywano też znalezienie ula na nagrobku lub przy rozstaju dróg. Wydaje się, że stosowne dla nich miejsce upatrywano przede wszystkim w przestrzeniach granicznych, gdzie ramy naszej rzeczywistości stawały się cieńsze. Nic w tym dziwnego, bo jeśli głębiej się nad tym zastanowić, pszczoły faktycznie są zwierzętami na poły fantastycznymi. Ich rozbudowane życie społeczne, bajkowe ubarwienie, czy zacięcie artystyczne (tańczą i śpiewają!) kazały dawnym ludziom sytuować je jednak bliżej chochlików czy krasnoludków, niż zwyczajnych owadów. 

Merowingowie, królewski ród plemienia Franków, przyjął pszczołę jako swój symbol najprawdopodobniej przez związek z kultem Wodana; nieprzypadkowo stosowali ją jedynie w kontekstach grobowym i wojennym, którym patronował ten bóg. Możemy jedynie przypuszczać, czy tradycje takie jak nacieranie uli wonnościami oraz palenie im kadzideł (nie odymianie!) podczas przesilenia zimowego, miały z tym również jakiś związek? Czyniono tak na południu strefy osiedlenia germańskiego, na terytorium południowych Niemiec i Austrii. W tym samym czasie mieszkańcy Skandynawii wyruszali na poszukiwanie dzikich gniazd; zabrany wtedy miód miał mieć szczególnie lecznicze właściwości. 

Pszczoły przyrównywano też do walkirii ze świty Wodana. Były to śmiercionośne boginki, które „wybierały poległych” – tj. latały nad polem bitwy i zbierały dusze osób, które wydały im się godne. Wbrew nieco naiwnym teoriom anglojęzycznych rodzimowierców, nie oznaczało to wcale, że wyobrażano walkirie jako pszczoły lub uznawano te owady za ich wcielenie. Prawdopodobnie Germanie dostrzegali ich zbliżoną rolę, psychopompów przeprowadzających dusze w zaświaty, co nakłoniło do poetyckiego skojarzenia.

Wysoce ceniono też miód. Zwyczajny jako wspomniane wyżej lekarstwo i środek ceremonialny, a do szerszego wykorzystania także pitny. Opisanie jego znaczącej roli w mitologii germańskiej wymagałoby osobnego artykułu, pozwolę sobie jednak streścić najważniejsze fakty. Miód pitny był modelową ofiarą płynną. Mieli się nim raczyć bogowie, co obok jabłek bogini Iduny podtrzymywało ich nieśmiertelność. Zaczarowany miód dawał różnym istotom dar mądrości, inspiracji poetyckiej i jasnowidzenia, przez co nietrudno zgadnąć, że jego głównym patronem był Wodan. Warto jednak mieć na uwadze, że najstarszym trunkiem rytualnym było coś innego. Analiza archeologiczna (z niewielkim wsparciem historycznym) pozwala stwierdzić, że stosowano w praktyce coś pomiędzy miodem pitnym a piwem, zaprawione ziołami. Dwoma podstawowymi składnikami były oczywiście miód oraz jęczmień. 

Ciekawe echo tego faktu możemy odczytać w przekazie skandynawskim, gdzie mówi się, że bóg rolnictwa Ing [skand. Frey] ma u swojego boku dwoje przybocznych. Pierwszym jest Beo [skand. Byggvir] którego imię oznacza jęczmień. Jego małżonka to Bia [skand. Beyla], a jej imię może oznaczać „pszczółkę” co byłoby sugestywnym wspomnieniem tej pary składników w formie świętych personifikacji. To kusząca propozycja, jednak odradzałbym poganom traktowanie tego jako prawdy objawionej. Islandzka Beyla czczona jest przez zachodnich neopogan jako bogini miodu i pszczół w pełnym majestacie… kompletnie ignorując fakt, że jej imię mogło równie dobrze oznaczać „krowę” lub „obornik” (sic!) i nie istnieje naukowa metoda rozstrzygnięcia tej zagadki. Wszelkie kroki w kierunku restytucji jej kultu, wymagałyby przyzwania jej i weryfikacji spraw z rzeczywistym bytem. Eksperyment może pokazać, że była boginią wszystkich tych rzeczy – podobnie jak Beo spełniałby więcej niż jedną funkcję – ale może też pokazać, że od początku była jedynie uczoną aluzją autora i nigdy nie istniała jako prawdziwe bóstwo. Ówczesne narracje, ze swoim wieloznacznym językiem i niedookreślonymi postaciami, zastawiają mnóstwo pułapek, przed którymi musimy mieć się na baczności. Bez mała niczym pszczoły, wędrujące między gałęziami Drzewa.

Rzeźba w krypcie św. Ludgera, pod bazyliką jego imienia. Święty Apostoł Fryzów i Sasów, bywa przedstawiany w towarzystwie dwóch ptaków i kojarzony z pszczołami, mimo że nie występują one w jego legendzie. Essen-Werden, Westfalia, IX w.

Apis Slavica

Pszczoły odcisnęły swoje piętno również na kosmologii słowiańskiej. Ich pierwszy rój miał się znajdować pośrodku pnia przedwiecznego Drzewa Światów, co też dawało jego mieszkańcom strategiczną pozycję pośredników między światami umarłych, ludzi i bogów (czyli na planie drzewa dolnym, średnim oraz górnym). Należał do Welesa, boga śmierci, magii oraz dostatku; postaci mocno zbliżonej do germańskiego Wodana. Ów miał otrzymać go w prezencie lub odziedziczyć po swoim ojcu, postaci bliżej nieznanej w ocalałych przekazach. Weles, niepozbawiony gospodarskiego zacięcia, lawinowo pomnożył uzyskany majątek. Udał się więc w wędrówkę po lasach, gdzie ochoczo zakładał ule, przypuszczalnie na drzewach i w zwierzęcych truchłach. Ludzie natomiast podpatrzyli u niego tę umiejętność i również postawili pszczołom pierwsze barcie, przez co uważano go za swego rodzaju „nauczyciela pszczelarstwa”. Po chrystianizacji historie te powtarzano dalej, zmieniając tylko imię starego boga na św. Mikołaja (jak wspomniałem w sekcji wyżej, tak samo przemianowano Wodana na osi Anglia-Niderlandy-Dania). To w jego imieniu, ule ostukiwano i śpiewano im podczas przesilenia zimowego.

Pszczoły należały zatem do welesowej domeny śmierci i jako takie, przekazywały wiadomości od Dziadów. Zmarłym powszechnie ofiarowano miód, zaś nadejście owada podczas obrzędów na ich cześć, poczytywano za ostatnie odwiedziny. Niemniej we wszystkich innych okolicznościach (i poza pasieką), były one owadami złowróżebnymi, niosącymi w rodzinie śmierć lub pożar gospodarstwa. Nawet ujrzenie pszczoły we śnie, niosło za sobą to fatum!

Tak jak ich boski patron, mogły one sprawować pieczę nad ludzkimi przysięgami: przyrzeczenie złożone „na pszczoły” miało wielką moc, a obdarowanie kogoś pszczołami oznaczało stworzenie relacji „pszczelej przyjaźni” uważanej za niemal rodzinną. Podobnież z magią. Utarł się w staropolszczyźnie związek frazeologiczny „pasieczniki-czarowniki” co sugeruje, że zawód ten kojarzono ze szczególnymi skłonnościami do magii. Podobnie jak w przypadku kowali lub młynarzy, była to magia chtoniczna, czyli kojarzona ze światem podziemnym i po chrystianizacji – z siłami diabelskimi. Rzecz jasna przedstawicieli wysokowykwalifikowanych zawodów wieś polska zawsze kojarzyła z czarami, najróżniejszego pochodzenia, jednak tutaj kierunek podziemny będzie najwyraźniejszy. Przy analizie materiału folklorystycznego należy zawsze pamiętać, że nic nie trafia tam przypadkowo.

Podstawą pracy pasiecznika-czarownika było zadawanie się z „bartnym” duchem opiekuńczym jego uli [w epoce używano częściej określenia „pasiecznik”, ale ja zdecydowałem się je przemilczeć, ponieważ brzmi identycznie jak wykorzystany już wyżej synonim pszczelarza]. Ponieważ znał języki ludzi i pszczół, mógł pośredniczyć w ich kontaktach, prowadzić negocjacje w ich imieniu. Sam wypowiadał się poprzez brzęczenie roju, którego właściciel musiał skrzętnie nasłuchiwać, mimo że w opinii postronnych sprowadzało to obłęd. W odpowiedzi składał bartnemu rozmaite ofiary. Najpowszechniej pił on krew, dlatego też pszczelarz smarował ul krwią pierworodnych cieląt, ulewał mu wykradzionego wina mszalnego (krwi prawdziwej), a w sytuacji kryzysowej przelewał własną. Składał też przed ulem miksturę z wody, miodu i mąki; pióro i próchno; zakopywał prażone żywcem jaszczurki bądź węże; ofiarował „wysuszoną krtań wilka”, gwoździe lub kawałki drewna z szubienicy. Partnerką ducha pasieki mogła być tzw. rojnica, która wizualnie przypominała żmiję, a pogłaskana wypuszczała z pyska rój pszczół. Aby pozostać w dobrych relacjach z „bartnym”, bartnik powinien rzadko bywać w kościele, ale unikać też nieczystości rytualnej (nie wolno mu było np. dotykać zwłok). Oznaczało to przynależność do innego nieco obrządku niż większość mieszkańców wsi, silniej nacechowanego przeżytkami pogańskimi. 

Pszczelarz, Nikołaj Bogatow, 1875 r.

Kiedy pszczelarz umierał, brał ślub lub chrzcił dziecko, należało niezwłocznie powiadomić o tym jego pszczoły. Rodzina wybierała się z delegacją do każdego ula, wygłaszała krótką przemowę i przyozdabiała go stosownie. Obyczaj ten znali pospołu Germanie i Słowianie: od północnej Francji po Ural, od zamarzniętych rubieży Skandynawii po Bałkany. Pszczoły traktowano poważnie, gdyż podobnie jak my, budowały swoje cywilizacje, znały monarchię i rolnictwo (zapylanie kwiatów postrzegano jako uprawę tych roślin). Prowadziło to do przemian nawet w języku, gdzie jako jedyne owady pszczoły „nie zdychały, tylko umierały”. Nietrudno się domyślić, że za idącymi tak daleko wnioskami kryje się podtekst sakralny. Nie znając jeszcze roli zapylaczy dla dalszego przetrwania ludzkości, dwie wspaniałe kultury odebrały impuls do wykucia wielowiekowej przyjaźni, zdolnej przetrwać od prehistorii, przynajmniej do końca Zimnej Wojny.

Zachowało się chociażby wspomnienie o „pszczelich bogach” dla których pszczoły miały samorzutnie budować kaplice w swoich ulach. Ów dumny panteon – Mykoła, Sabacjusz i Zosima – to oczywiste zniekształcenie imion chrześcijańskich świętych. Jednocześnie w całej sprawie tkwi drugie dno, bo jak już wiemy, Mikołaj stał się dla pszczelarskich wierzeń przykrywką dla dawnego Welesa. Bardzo zatem możliwe, że pozostali dwaj niszowi święci, również zachowali w sobie jakiś pierwiastek przedchrześcijański. Niestety dzisiaj nie sposób wyciągnąć z tego dalszych informacji. Starczy powiedzieć, że wierzenie w „pszczelich bogów” skrupulatnie zastąpiono w czasach późniejszych, konkurencyjnym przekonaniem: że pszczoła to owad bardzo pobożny, stworzony osobiście przez Pana Jezusa i niezmienny od momentu wyjścia z raju. Z wdzięczności za ten przywilej, pszczoły miały robić wosk („na świece do kościoła”). Nigdy nie udało się jednak wyplenić dawniejszych przekonań na ich temat.

Archaiczny pogląd powtarzany przez słowiańskich pszczelarzy głosi, że pierwsze pszczoły wylęgły się z rany na czole pewnego człowieka, być może świętego, jaki żył u zarania świata. Kobieta o świcie zadała mu cios, zaś z czaszki po nieokreślonym czasie wyleciały pierwsze pszczoły. Bajka ludowa zachowała jeszcze do niedawna skojarzenie, wedle którego powstałe w ten sposób owady miały szczególnie „lubić krew” – co tłumaczyłoby skądinąd praktyki wiązane z duchami bartnymi. Mimo to uważam, że w pierwszej kolejności należy oczywiście kojarzyć ten motyw z bugonią, dopiero później dostrzegając w tej niekompletnej narracji odniesienie do zapomnianego mitu. 

Nie oznacza to bynajmniej, że traktuję ją nieżyczliwie, bo sama fabuła wydaje się przynajmniej ekscytująca. Najwyraźniej w perspektywie mitologicznej Słowian istniała opowieść, gdzie na początku świata „pani pana zabiła” ciosem w głowę, zaś ofiara ta przyniosła światu dobrobyt w postaci pszczół. Owa nadzwyczajna geneza sprawiała, że jako jedne z niewielu zwierząt posiadały duszę. Warto zaznaczyć, że wbrew nazbyt entuzjastycznym poglądom współczesnych rodzimowierców, słowiański światopogląd uznawał duszę  (rozumianą jako trwała forma wyższej świadomości, umożliwiająca życie pośmiertne) za coś rzadkiego w przyrodzie. Mogły na nią liczyć tylko wybrane zwierzęta, a nawet nie wszyscy spośród ludzi. Dlatego pośród Słowian uznawano zabicie pszczoły za zbrodnię równą zamordowaniu innej osoby. Jak pisze wybitny etnograf Oskar Kolberg:

„Kto uśmierca pczaładziora (czyli człowieka, który zabił pszczołę), ten nie tylko nie grzeszy, ale jeszcze otrzymuje nagrodę w przyszłym życiu, a zabity zostaje skazany na męki w piekle.”

Zabicie pszczoły przynosiło też karę prawną, wykładaną według archaicznego prawa pszczelarzy. Na niektórych ziemiach nawet w XIX w., popełnienie tego czynu przynosiło następującą karę:

„Takowemu kat ma pęp wyżnąć y z niego kiszki wytoczyć, y tak s nim czekać, aż zdechnie, a potem zdechłego obiesić.”

Oznacza to, obrazowo, rozprucie brzucha przestępcy przez pępek, nawinięcie jego jelit na pień, a następnie pędzenie go dookoła aż umrze. Zwłoki potem dodatkowo wieszano, zabijając go jakby ponownie. Naruszenie nietykalności pszczół groziło zatem wykluczeniem ze wspólnoty ludzi. Nie bez przyczyny prawo bartnicze, wedle którego funkcjonowała ta specyficzna społeczność osób parających się magią, uznawano powszechnie za święte i biorące precedens nad innymi źródłami prawa. Nawet w nazwie zawierano długi zwrot honorowy wobec reguł pszczelarskich, nazywając je np. „Wieczne Księgi Prawa Świętego” i dopiero dopisując tytuł. Nic dziwnego, że w przekonaniu szlachty polskiej czasów baroku, Piast Kołodziej był z zawodu pszczelarzem. Podobnie jak Germanie, uznawaliśmy czarowników za prestiżową grupę społeczną, wręcz jedną z nielicznych, które moglibyśmy jako społeczeństwo zaakceptować na swoim tronie. Facecja sarmacka głosi, że króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego namaścić miał na przywódcę kraju rój pszczół, który zstąpił na niego z niebios i „wskazał jako następcę Piasta”. Jako historyk mogę zapewnić, że taka sytuacja raczej nie miała miejsca podczas elekcji z 1669 r., niemniej mówi nam bardzo wiele o postrzeganiu pszczół jako zwierzęcia królewskiego.

Pasieka, Izaak Levitan, 1880 r.

Tekst o pszczołach

Długotrwała sympatia, ale i dojmujący lęk, jakim dawni Europejczycy darzyli pszczoły, mogą wydawać się dzisiaj przynajmniej dziwne. Przychylam się do tego punktu widzenia i przy okazji podsumowania pragnę przestrzec Czytelników: nie wszystko, co nakazuje tradycja, jest szlachetne, ani tym bardziej warte zachowania. Z drugiej strony nie wolno jej lekceważyć z przyczyn całkiem pragmatycznych. Wszakże jest ona niewyczerpanym źródłem wiedzy i inspiracji, wciąż zbyt płytko ujętym w popularnych opracowaniach. Prawdziwą trudność sprawia tutaj osobisty osąd, co spośród opisanych poglądów na pszczoły należy rozpatrywać w kategorii przesądu, a co uznać za bezcenny relikt przodków. Postarajmy się teraz oddzielić ziarno od plew, podsumowując istotne fakty ustalone w toku powyższego wywodu.

Tradycje Germanów i Słowian łączył osobliwie pozytywny stosunek do pszczół. Były postrzegane jako zwierzęta święte w aspekcie chtonicznym, wiązane ze sferą liminalną, magii i śmierci. Pozostawały zwierzętami pod opieką stosownych temu bogów, Welesa bądź Wodana z małżonką. Oba ludy ich wyznawców twierdziły, że duchowy ul będący praojczyzną pszczół, znajduje się w przestrzeni między wymiarami – wewnątrz pnia Drzewa Światów. Pszczoły stanowią wszechstronne narzędzie Świętości, stosowane wobec ludzi. Bywają posłańcami z wiadomością z Zaświatów, bądź tragarzami naszych dusz, ale ujrzenie ich wewnątrz ludzkiej przestrzeni życiowej, może przynosić wielkie nieszczęście. Pszczoły wydają się być wrażliwe na magię, stąd wiązano je z czarostwem. Kto potrafi się nimi zajmować, ma w sobie coś ze szlachcica, co niechybnie znajduje swoje odbicie (bądź źródło!) w królewskim charakterze Pszczelich Bogów. Wodan namaszcza królów na ziemi, Weles zaś króluje podziemiom.

Między bajki należy włożyć rozpowszechniany w Internecie „mit słowiański” o tym, jak to Perun stworzył pszczołę, żeby ta pomogła mu przy tworzeniu świata. Nie mamy na ten temat absolutnie żadnej przesłanki, a dobroduszna opowieść powstała jako karkołomne zniekształcenie dziewiętnastowiecznej klechdy o Bogu Abrahama. Podobnież uznanie pszczoły za „słowiańskiego owada słońca” to potężna nadinterpretacja, wynikająca z tego, że faktycznie w wielu kulturach jest tak kojarzona. W naszej części świata, niespecjalnie, ale jeśli któryś z Czytelników podziela ten pogląd, to nie można go nazwać błędnym. Akcentuje się w obu przywoływanych kulturach niepokojący związek z ogniem, pojawiającym się znienacka na drewnianej zabudowie, co z dzisiejszej perspektywy może nieść jakąś nutę solarną.

Summa summarum, mimo przepuszczenia przez sito krytyki, wciąż pozostaje nam do dyspozycji naprawdę dużo materiału. Pszczoły są jednymi z najlepiej opisanych zwierząt na gruncie religijnym. Same punkty wspólne wystarczają, aby wyrobić sobie spójną, germano-słowiańską opinię na ich temat! Przyjmując wedle uznania atrakcyjne punkty z wybranej tradycji, możemy skutecznie reanimować relację naszych przodków z pszczołami. Nie powstrzyma nas przed tym niedobór źródeł, których mamy pod dostatkiem, ani ich niejednoznaczność, stanowiąca raczej interesujący niuans niż śmiertelną pułapkę. Istnieją argumenty zarówno dla trzymania pszczół na dystans, jak i uważania ich za bliskich współpracowników… niezależnie po której stronie Odry lub Bałtyku akurat mieszkamy. Co więcej, być może uświadomienie sobie, jak podobni bywamy duchowo do naszych europejskich sąsiadów, pomoże ocieplić stosunki między nami samymi? Długa koegzystencja wydaje się niewystarczające dla ustanowienia dobrego sąsiedztwa, nawet między dziedzicami dawnych Germanów i Słowian w samej Polsce. Chciałbym, żeby pojmowana religijnie, maleńka miodna pszczółka, dołożyła niniejszym cegiełkę na poczet naszego trwałego porozumienia.

Wyszczególnione wyżej przesłanki natury duchowej mogą okazać się użyteczne dla wyznawców religii tradycyjnych, ale nie tylko dla nich! Nawet w interpretacji całkiem świeckiej, zgoła filozoficznej, pszczoła wciąż jest „owadem pogranicza”. To eusocjalny insekt, którego struktury społeczne budziły podziw plemion i narodów naszego gatunku, od starożytnego bliskiego wschodu po współczesnych utopistów. Zajmują tym samym poczesne miejsce, między zwierzętami nieoswojonymi, a politycznymi jak my. Gospodarczo są oczywiście strategicznym filarem, podtrzymującym różnorodność życia na naszej planecie, jej wspaniałe barwy i smaki, niemal niezmienne od 100 milionów lat! Są pomostem między tymi zapomnianymi przez ludzi i bogów czasami, a przyszłością do której wspólnie zmierzamy. Pszczelarstwo to wyjątkowy fach, ponieważ przynosi wielkie korzyści energetyczne przy niskim wkładzie człowieka. Naturalna hojność pszczół zgrabnie kontrastuje z ich delikatnym charakterem. Granica między przeżyciem a zagładą jest niesamowicie cienka, zaś stworzenia ją zamieszkujące, jako pierwsze odczuwają zapowiedź Końca…

Ule, Izaak Levitan, 1885 r.

Bibliografia

Edwardes Tickner, The Lore of the Honey-Bee, Londyn 1909.

Grimm Jakub, Mitologia Niemiecka, Londyn 1882.

http://zwidelcemwsrodksiazek.pl/index.php/Pszczeli_kr%C3%B3l

https://cyfrowaetnografia.pl/collections/show/6

https://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/wierzenia-o-pszczolach-w-tradycji-ludowej-lubelszczyzny

https://teatrnn.pl/pszczelarstwo/rzeczpospolita-pszczelarska

https://www.mimisbrunnr.info/ksd-bee

Kvilhaug Maria, The maiden with the mead. A goddess of initiation in Norse Mythology?, Oslo 2004.

Kwaśnicka-Janowicz Agata, Miód i jego znaczenie kulturowe w świetle faktów językowych, LingVaria 2012, nr 14.

Mrowiec Magdalena, Robactwo. Żywioł owadzi w polskim przekazie ludowym i jego współczesne artykulacje, Katowice 2018.

Ransome Hilda, The Sacred Bee in Ancient Times and Folklore, Nowy Jork 1937.

Rykowski Daniel, Wilde Jerzy, Siura Maciej, Obrzędy, zwyczaje i leczenie niekonwencjonalne związane z woskiem pszczelim, Humanistyka i Przyrodoznawstwo 2003, nr 9.

Szmuc Joanna, Społeczeństwo wobec przyrody – związki przyrody z człowiekiem w zwyczajach ludowych w Polsce i wybranych krajach Europy, Przegląd przyrodniczy 2018, nr 29.

Weston Lisa, Honeyed Words and Waxen Tablets: Aldhelm’s Bees and the Materiality of Anglo-Saxon Literacy, Mediaevalia 2020, nr 41.

Wilczyńska Elwira, Symbolika pszczół i mrówek w polskiej kulturze ludowej, Tekstura 2013, nr 4.

Powyższe źródła są ogólnodostępne w Internecie.

„Według wszystkich znanych prawideł awioniki pszczoły w ogóle nie powinny latać. Mają za małe skrzydełka, żeby oderwać te małe grube ciałka od ziemi. Oczywiście pszczoły mimo to latają, ponieważ nie obchodzi je, co ludzie uważają za niemożliwe.”